Jesteś tutaj po raz pierwszy?

Zacznij od kursu wprowadzającego

Wady i zalety postanowień noworocznych

Za oknem pierwszy śnieg, w galeriach handlowych coraz gęściej, a w radiu George Michael śpiewa o tym, jak dał serce i potem dostał je z powrotem. Wszystko świadczy o tym, że Święta za pasem, potem raz dwa Nowy Rok i nowa/y ja. Czyli dziś słów parę o postanowieniach noworocznych.


Postanowienia - co to takiego?


Słownik języka polskiego mówi, że postanowienia to planowanie czegoś lub podejmowanie konkretnego planu. To pewnego rodzaju obietnica wprowadzenia zmiany. Moja rada? Lepiej nie postanawiać, a ustalać cele. Dlaczego?


Cele są konkretnie określone, posiadają jakąś datę realizacji, są mierzalne. Na bank masz coś nowego, co chciałbyś/chciałabyś osiągnąć w Nowym roku. Sami przed sobą stawiamy różne cele i do nich dążymy - lepiej lub gorzej, ale chociaż próbujemy. To pewnego rodzaju wyzwanie, które sami sobie rzucamy i zmagamy się z nim.


Człowiek rzeczywiście ma w zwyczaju dawać sobie abstrakcyjną linię startu i mety, tzn. zacznę od poniedziałku albo - mam czas do wakacji. Później postaramy się odpowiedzieć na pytanie czy takie sztywne ramy są skuteczne.


Ustalać cele czy nie?


Wiemy już, co to jest cel - też mi odkrycie, prawda? Idziemy dalej - czy w ogóle warto je ustalać? A czemu nie? Na pewno masz już niejedną próbę realizacji celu. Czy to, że postanowiłeś/aś sobie coś, zmotywowało Cię do roboty?


Jeśli tak, to znaczy, że w Twoim przypadku warto. To nie z pomysłem jest kłopot, bo zazwyczaj wpadamy na same cudowne. Przypomina mi się kuzyn, który zawsze na spotkaniach rodzinnych po 3 lampkach wina/piwa mówi:


Paweł, dość z tym, mam problem z kolanem od 5 lat, teraz już na pewno się za to biorę, idę na rehabilitację, potem uderzam do Ciebie. Pomożesz?!

Pomogę! - wal śmiało! No i tak co roku. Czyli pomysł idealny - robię coś dla siebie, walczę o swoją sprawność. Tylko z realizacją gorzej, bo pojawiają się przeszkody.


Ale jak ja za dzieciakami pobiegam, jak będę miał przez 3 tygodnie sztywną nogę po operacji, a jak ja w pracy dam radę!? Ja teraz nie mogę, może w przyszłym roku będzie luźniej…

Kiedy ustalać cele?


Co przez tę przydługą historię chcę powiedzieć? Ano to, że masz dobre pomysły, nie znam osoby, która by postanowiła: od nowego roku zacznę tyć, albo palić papierosy. Chcemy dobrze, tylko często się nie udaje.


Nowy Rok może być bardzo dobrym bodźcem do zaczęcia ruchu czy wzięcia się po prostu za siebie. Chcesz wiedzieć, jak bezboleśnie wrócić do formy? Po co czekać do 1 stycznia, kiedy to jesteśmy skacowani po imprezie, od tygodnia opróżnialiśmy lodówkę z pierogów i innych karpi i zwyczajnie NIE CHCE NAM SIĘ.


Przyszedł Ci pomysł w grudniu - wykorzystaj to, zacznij się ruszać od razu. Wtedy zrobisz przerwę w Wigilię, może 25/12 i w Nowy Rok. Pozostałe dni są dla Ciebie - ruszaj się, idź na spacer, zrób trening.


Mając rozpoczęty proces, zdecydowanie łatwiej będzie Ci ruszyć z kopyta już od 2 stycznia. Bo nawet, jak nie jesteś przekonany/a, to jak zaczniesz, to spodoba Ci się. Zobaczysz pierwsze rezultaty, poczujesz lepsze samopoczucie, może gdzieś tam czegoś ubędzie - to czemu by tego nie kontynuować?! Przecież do wakacji coraz bliżej!


Wady i zalety stawiania celów


O zaletach już pisałem - motywacja do tego, żeby coś zrobić. Rozpoczęcie procesu.

Czy w takim razie znajdziemy jakieś wady? Nie szukałbym wad w samym pomyśle postanowień. Bardziej w celach, jakie sobie narzucimy, lub w procesie realizacji.


Musisz mieć świadomość, że na wszystko potrzeba czasu. Jeżeli pod koniec stycznia okaże się, że waga stoi w miejscu, a w pasie też ciężko znaleźć różnicę - nie martw się. Zastanów się czy nie czujesz się lepiej? Nie masz więcej energii? Nie masz lepszego samopoczucia i tryskasz humorem? Tak też działa aktywność fizyczna. Daj sobie czas, pozwól ciału się przystosować i na pewno w końcu rezultaty się pojawią.


Jeśli nie znasz się na temacie, nie wiesz, ile powinno się trenować, nie wiesz czego możesz się spodziewać - porozmawiaj z trenerem, on Ci doradzi, wytłumaczy, o co walczymy, jakich efektów możesz się spodziewać. Lepiej być trochę szczęśliwym z małych rezultatów, niż załamany po wielkiej porażce.


Bądź wyrozumiałym/ą


To my sami jesteśmy dla siebie największym krytykantem, najmocniej się oceniamy. A może trochę wyrozumiałości? Podwinęła Ci się noga i odkryłeś/aś w lodówce za sałatą serniczek ze świąt? Albo ominąłeś/aś zaplanowany trening. Okej, to nie znaczy, że cały misterny plan poszedł na marne. Jedna wpadka nie przekreśla wszystkich Twoich starań.


Otrzep się, obiecaj sobie poprawę i ciśnij dalej, może jutro za brukselką znajdziesz pomarańczka, a nie torcik. To kiedy widzimy się na treningu?


Autor: Paweł Mieszkalski



526 wyświetleń